ZŁYDNIE

 Złydnie

Małe, garbate, obrośnięte wełniastą sierścią stwory  o twarzach starych dzieci. Zabiedzonym wyglądem budziły politowanie i współczucie, na które to uczucia zdecydowanie nie zasługiwały. Te skrajnie wychudzone pokraki , łażące w oberwanych łachmanach i dziurawych buciorach potrafiły   bowiem naprawdę zaleźć człowiekowi za skórę.  Kiedy obrały sobie za cel jakieś gospodarstwo  właziły do niego  bez zaproszenia całą bandą i przeganiały wszystkie opiekuńcze duszki. Sadowiły się za ciepłym piecem i rozpoczynały swoje harce. Nocami wywracały garnki,  niszczyły  sprzęty domowe, zanieczyszczały jedzenie i  hałasowały wrzeszcząc coś między sobą po rosyjsku. Nie dawały spać domownikom, szeptały im do uszu bezeceństwa i namawiały do złych czynów. Nie oszczędzały nawet zwierząt domowych dręcząc je i zajeżdżając na śmierć. W ciągu dnia wymęczonym gospodarzom siadały na barkach (stając się na ten czas niewidzialne) by dodatkowo wyssać z nich siły życiowe. W skrajnych wypadkach rozochocone złydnie topiły swoje ofiary, wieszały je na stropowej belce lub doprowadzały do samobójstwa. Wszystko to sprawiało, że gospodarstwo szybko popadało w ruinę a jego mieszkańcy (ci którzy przeżyli)  udać się musieli na żebry. Aby uniknąć takiego losu należało działać radykalnie. Złośliwe stwory trzeba było w czasie gdy spały wyłapać co do jednego, wrzucić do mocnego wora, zawiązać go dwa razy i cisnąć do bagna, najlepiej  w pobliżu obcej wsi. Żywotne z natury złydnie w końcu bowiem wydostawały się z pułapki i od razu rozpoczynały poszukiwania  nowego lokum.

Legenda

Było sobie kiedyś dwóch braci, obaj pracowali po równo, ale tylko starszy dorobił się majątku. Ten młodszy całe życie klepał biedę. Pewnego razu nędzarz wyszedł wraz z żoną na podmokłe łąki kosić siano. W czasie pracy, podśpiewywali sobie razem, gdy mężczyzna usłyszał nagle trzeci głos podłączający się do chóru. „Kto to?” zapytał chłop– to ja twój złydzień” usłyszał. Szybko domyślił, że to sprawca jego  życiowych kłopotów. Chwycił niewidzialną istotę, sprał ją porządnie.  zapakował w płachtę i wrzucił w pobliskie bagno. Od tego momentu pieniądze zaczęły płynąć do gospodarza szerokim strumieniem. Bogaty brat zazdrosny o nagłe powodzenie zapytał młodego skąd ta zmiana? „Pozbyłem się wreszcie złego ducha, który mi szkodził.  Wrzuciłem  go do błota, koło naszej łąki”. W nocy majętny zawistnik udał się na łęgi,  wydobył płachtę i uwolnił złydnia. „Idź do mojego brata” wysyczał. „O nie, on za mocno bije, teraz będę siedzieć u ciebie!”  I tak też się stało. Podły krezus szybko stracił wszystko co miał, stając się największym obdartusem we wsi.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz